Bloog Wirtualna Polska
Jest 937 745 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Fantazja, odwaga, determinacja... – SCUDETTO!!!

poniedziałek, 07 maja 2012 11:44

 

 

Piękny był to sezon. Wyrównany, pełen nieustępliwej walki do samego końca, wreszcie zwycięski. Szczyt, spełnienie marzeń, mistrzostwo Włoch wraca do Turynu. Jako kibic jestem autentycznie dumny, jest z czego. Czekałem na to długie 9 lat. Tak, 9 bo tytułów z Capello nie szanuję. Nie, nie chodzi o calciopoli. Po prostu na tamten Juventus nie dało się patrzeć – toporne, siermiężne, brutalne: to nie było Juve takie jakie pokochałem. Co innego Juve Conte... Fantazja, odwaga, determinacja – będę powtarzał te słowa Del Piero z wywiadu sprzed ponad dekady jak mantrę, bo w tym zawiera się duch Juve. Conte, wieloletni kapitan u Lippiego, który jako piłkarz nigdy nie odpuszczał, tchnął tego ducha w trupa Juve, wprowadził do umierającego organizmu zdrową krew o właściwej proweniencji. Dzięki swojej charyzmie stworzył drużynę na miarę mistrzostwa, stworzył zespół. Piękny to był sezon i piękny to był Juventus. Wysoka obrona, nieustanny pressing, gra na jeden/dwa kontakty z domieszką finezji... – gra pełna zaangażowania, pasji i polotu. Fantazja, odwaga, determinacja. Zwycięstwo. Zasłużone, wyszarpane losowi w świetnym stylu.

 

Ci panowie zasłużyli na oklaski:

Buffon – opoka; pod wodzą Conte wrócił do najwyższej dyspozycji. Zniknęły problemy z plecami, razem z czułymi uśmiechami kierowanymi w stronę rywali. Zastąpiły je zaciśnięte zęby i najwyższe stadium koncentracji. Tej zabrakło tylko raz, na jedną jedyną chwilę, kiedy to dwie kolejki przed końcem niefortunnie przyjmował piłkę (zapewne w poprzednich sezonach wykopałby ją czym prędzej – jednak Conte bezwzględnie wymaga od swojego bramkarza krótkiej gry piłką z obrońcami; Gigi przeszacował) przechwyconą przez napastnika Lecce, co poskutkowało stratą dwóch punktów. Czy można mieć do niego jakiekolwiek pretensje? Biorąc pod uwagę choćby pierwszy mecz z Lazio, który wybronił w pojedynkę – absolutnie nie.

 

Barzagli – profesor; kiedy w zeszłym sezonie przychodził do klubu z „wygnania” do Niemiec jako następca na ławce leciwego Leggrottaglie za marne 300 tys. euro nikt nie oczekiwał od niego cudów. „Oby tylko nie był gorszy” – myślałem, mając w pamięci chimeryczną grę stopera w latach uprzednich (zwłaszcza fatalne w jego wykonaniu Euro w Austrii i Szwajcarii, gdzie w pojedynkę przegrał Włochom mecz z Holandią). Miał być ławkowiczem, ale zaledwie pół roku wystarczyło, żeby wskoczył do pierwszego składu, przeskakując w hierarchii stoperów Bonucciego. W swoim kolejnym sezonie pokazał, jak powinien grać środkowy obrońca, osiągnął apogeum formy. Barza grał w tym sezonie niesamowicie, pewnie, solidnie aż do bólu, wreszcie – regularnie. Wrzucił najwyższy bieg i ani na moment nie pozwolił sobie na redukcje, co wcześniej ani w Palermo, ani w pierwszym mistrzowskim sezonie w Wolfsburgu mu się nie zdarzało – miał ogromne wahania formy, której nie potrafił ustabilizować. Świetna gra głową, ogromny SPOKÓJ, perfekcyjne wślizgi. Lider obrony.

 

Bonucci – solidny; pierwszą połowę sezonu miał tragiczną, jego indywidualne błędy wynikające z braku koncentracji kosztowały nas kilka punktów. Wolny, mało zwrotny, niepewny. W drugiej odsłonie walki o mistrzostwo nabrał ogłady. Nie wiem czy to wpływ partnerów z placu gry, czy efekt pracy z wymagającym Conte, ale Bonucci coraz rzadziej popełniał błędy, ba nawet zdarzały mu się spotkania, gdzie był najlepszy na placu gry (Palermo). Oby utrzymał formę.

 

Chiellini – odwaga; Giorgio nie jest i pewnie nigdy nie będzie obrońcą takim jak Barzagli, grającym elegancko, „w rękawiczkach”. To piłkarz innego typu, grający odważnie, agresywnie, na granicy faul, nigdy nie bojący się podjąć ryzyka odpowiedzialności. To mentalny przywódca, co pokazywał wielokrotnie gdy zespołowi nie szło, biorąc sprawy w swoje ręce (vide – Catania).

 

Lichtsteiner – płuca; jeśli Chiellini jest sercem tego organizmu, to Lichtsteiner płucami. Szwajcarski Forrest Gump nie jest wirtuozem, jest solidny, ale nie zatrzymuje się nigdy, nawet, kiedy nie ma już czym oddychać, jak w pierwszym meczu z Napoli. W pierwszej części sezonu chyba najlepszy z Juventinich. Nie do zabiegania.

 

Vidal – determinacja; niesamowity to piłkarz, Edgar Davids, po wielu latach posuchy, ma wreszcie godnego następcę. Presja, wślizgi, odbiory – Chilijczyk jest jak młody bulterier gryzący za nogi. Szarpie za nogawkę spodni do momentu, aż nie zostanie odkopnięty. A kiedy się to stanie wraca i gryzie ze zdwojoną siłą. Świetna motoryka, waleczność i nieustępliwość... Brak tylko dredów i pomarańczowych okularów.

 

Pirlo – fantazja; lider tego zespołu. O Pirlo pisałem wielokrotnie i zdania nie zmieniam. To geniusz, technika podania, przegląd pola – absolutnie wirtuozerskie. Nie wiem, co zadziałało na niego bardziej – charyzma Conte czy chęć odegrania się na Milanie, ale w Juve wstąpiły w niego nowe siły. Z narzekającego na urazy wypalonego grajka stał się piłkarzem niezastąpionym. Rozegrał niesamowity sezon, włożył tytaniczną pracę w kreowaniu akcji, ale także destrukcji, prezentując wyborną dyspozycję fizyczną. Niemalże zero kontuzji, równa, wysoka forma – Conte, czy też raczej głód sukcesu i presja oczekiwań wycisnęły z ambitnego Włocha wszystko to, co ma najlepsze.


Marchisio – łata; specjalista od łatania dziur. Trio Vidal-Pirlo-Marchisio skomponowane jest wybornie. Pierwszy odpowiada za nacisk, drugi za kreację, trzeci za asekurację. To on pokrywa wszelkie wolne przestrzenie w środku pola, gdy trzeba zaasekurować obrońców – robi to, kiedy trzeba wyjść na wolne pole do podania Pirlo i strzelić gola – również. Tych goli, zwłaszcza w pierwszej połowie sezonu, nie brakowało. Marchisio szybko znalazł wspólny język z Pirlo i wreszcie mógł grać w taki sposób, by wykorzystać w pełni swój potencjał – nie jako skrzydłowy, nie jako  rozgrywający, ale właśnie jako typowy środkowy pomocnik do wszystkiego.

 

Pepe - uzupełnienie; bohater pierwszej części sezonu. Grał niejako z konieczności, z powodu braku lepszego prawoskrzydłowego, jednak zaangażowaniem nadrabiał niedostatki, u Conte osiągając życiową formę. Świetna wydolność, duża bramkostrzelność (co miał na nodze, to wpadało), słowa uznania bezsprzecznie się należą – jego wkład w ten tytuł jest bardzo duży. Wystarczy wspomnieć bramkę z Violką.



Vucinić – kreatywność; może i jest leniwy, ale to od jego techniki i zmysłu do gry kombinacyjnej zależało w ataku najwięcej. Gdy tylko go brakowało – gra z przodu traciła na polocie. Goli mało, asyst więcej, ale ogromny wkład w kreowanie akcji. Chimeryczny, ale pewny punkt zespołu.

 

Matri – ruch; najbardziej bramkostrzelny piłkarz Juve, choć liczba bramek chluby mu – jako napastnikowi – nie przynosi. Dopóki grał na entuzjazmie, dopóty szło. Kiedy ten gdzieś uszedł – wiara w siebie uległa zachwianiu i pojawiły się problemy z nieskutecznością. Najlepiej grający bez piłki napastnik Juve, co przy graniu wysokim pressingiem ma duże znaczenie. Świetnie znajduje okazje do strzelenia bramki, gdyby tak jeszcze był skuteczniejszy... Oby entuzjazm wrócił wraz ze Scudetto.

 

Rezerwowi:


Del Piero – król; to prawdopodobnie ostatki Króla Turynu na swoich włościach. Alex odchodzi w sposób godny podziwu. Nie wiem, czy widziałem większego pod względem klasy piłkarza... Może Maldini, a może nie. Nie pasował do 4-3-3 (nie ta szybkość i wydolność), więc Conte konsekwentnie sadzał go na ławce. Nie narzekał, zaciskał zęby i walczył. Kiedy  był potrzebny wchodził i nie zawodził, robiąc co do niego należy. Trzeba było wygrać mecz z Lazio – uniósł odpowiedzialność, w kapitalnym stylu przybliżając klub do tytułu i upragnionej Ligi Mistrzów. Nie wiem, czy można starzeć się piękniej.

Giaccherini – zaskoczenie; przyszedł do zespołu z małej Ceseny i ciężko powiedzieć o nim złe słowo. Bardzo wartościowy zmiennik, uniwersalny, robi dużo wiatru, gra bez kompleksów.

De Ceglie – progres; z podatnej na kontuzje ciamajdy z niezłą wrzutką u Conte przerodził się w niezłego obrońcę. Głupie wybicie piłki w meczu z Bologną skazało go na kilka tygodni ławki, czym Conte chciał nauczyć go odpowiedzialności. Chyba pomogło, bo ustabilizował formę na niezłym poziomie.

Caceres – uniwersalność; przyszedł w połowie sezonu i pokazał się ze świetnej strony, nie mając problemów tak z grą na obu bokach obrony, jak i w centrum defensywy

Quagliarella – pechowiec; cały sezon walczył z kontuzją, a raczej próbował odnaleźć formę sprzed niej. Zdaje się, że w końcu mu się to udało.

Estigarribia – przeciętność; również z tego lewego pomocnika Conte wycisnął max. choć w tym przypadku nie było za bardzo z czego cisnąć. Esti jest szybki i lewonożny i na tym kończą się jego zalety.

Padoin – zapchajdziura; niewiele wniósł do zespołu, ale też nic nie zepsuł. Ani lepszy, ani gorszy od Pazienzy, którego zastąpił. Bardziej wszechstronny.

Borriello – z uwagi na to, że strzelił dwie ważne bramki nie skomentuję jego fryzury i zarostu.

Storari – świetny zmiennik; nie narzeka, robi atmosferę w drużynie, gdy gra – jest gotowy. Lepszego nie trzeba

Marrone – ostatni; ostatni człowiek w kolejce do gry. Grał mało, acz swoje trzy grosze dorzucił

 

Conte – zwycięzca; wycisnął z siebie i zespołu maksimum. Trener wojownik, charyzmatyczny przywódca. Żył każdym meczem, traktując kolejne spotkania nie tyle jak bitwy, a raczej jak wojny. Symptomatyczne dla udzielającego się otoczeniu zaangażowania była niemal całkowita utrata głosu po każdy meczu.

 

Jest dobrze. Znowu nas nienawidzą. Grazie Ragazzi!

 

 

 

 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,331073014,trackback

komentarze (3) | dodaj komentarz

Magia chwil

czwartek, 12 kwietnia 2012 0:33

Jak trwoga to do Boga - Del Piero wchodzi na boisko w drugiej połowie spotkania i uderzeniem z rzutu wolnego wygrywa mecz z Lazio. Nie wiem, ile znaczy ten gol. Czy to bramka na wagę scudetto? Czy strzelając ją Alex zapewnił sobie przedłużenie kontraktu? Nie wiem, naprawdę nie wiem, jak to się wszystko skończy. Wiem natomiast, że - niezależnie od biegu wydarzeń - to sezon magiczny. Tak ze względu na zaciekłą, pełną pasji walkę zmartwychstałego Juventusu pod wodzą Conte o mistrzostwo Włoch, jak i o walkę Del Piero. Z przeciwnikami: czasem i biologią...

 

Dziś Juventusowi nie szło. W drugiej połowie trwał piłkarski "klincz" - Pirlo rozrzucał piłkę na boki, ale nic z tego nie wynikało - nie było żadnego pomysłu na sforsowanie rzymskiego muru. Na bramkę i powrót na fotel lidera się nie zanosiło. Conte chwycił się ostatniej deski ratunku -  jak trwoga, to do Boga: "Alex wejdź i coś zrób, jesteś potrzebny". Alex wszedł i wygrał mecz. Nie jestem do końca pewien, o co walczy - czy o angaż w emeryckiej lidze, gdzie będzie mógł być gwiazdą pierwszej wielkości, czy też raczej o pozostanie w klubie, w którym spędził pół życia, w charakterze statysty. Wiem jednak, że to walka piękna i że zaszczytem jest ją obserwować. Wiem też, że słowa "fantazja, odwaga, determinacja" w Juventus Conte wpisują się w sposób imponująco naturalny.

 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,331018281,trackback

komentarze (2) | dodaj komentarz

Zona Del Piero

środa, 25 stycznia 2012 17:35

"Zona Del Piero" - ktoś kiedyś wymyślił ten termin, przypisując Del Piero lewe przedpole karne niejako na własność i wyłączność. Coś w tym jest. Lata płyną, on wciąż robi to samo...

 

 

Ta bramka ma smak szczególny. To pierwszy gol Il Capitano na nowym stadionie, strzelony przeciwko Romie - odwiecznemu wrogowi, w rocznicę śmierci Gianniego Agnellego...

PS. Z piłkarskiego punktu widzenia najfajniejsze jest to, że to w zamyśle Aleksa miała być "siata" do wychodzącego na pozycję Boriello...



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330788767,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

Conte: nie koniec - początek!

poniedziałek, 28 listopada 2011 16:35

Nie wydaje mi się, by obecny Juventus przypominał Inter pod przewodnictwem Jose Mourinho. Oni byli wyjątkowo silnym zespołem, natomiast Bianconeri grają po prostu z niesamowitą ambicją i cały czas szukają okazji do strzelenia bramki oraz rywala by jak najszybciej odebrać mu piłkę. Mentalnie zachowują się podobnie, jednak Juve bardziej mi się podoba - atakują i starają się grać jak najbliżej bramki, a w ich akcje angażuje się wielu piłkarzy. Mediolańczycy tak nie grali za czasów Mourinho. [...] widzę wiele podobieństw do mojego zespołu, szczególnie w ostatnich spotkaniach. Mi udało się wiele osiągnąć dzięki odpowiedniej motywacji, podobnie działa Conte, który potrafi dać drużynie to czego jej brakowało, czyli psychologicznej pewności i dobrej organizacji.
M. Lippi


Wiara. Determinacja. Pewność siebie. Taki jest trener Conte. Emanując charyzmą, tchnął nowego ducha w trupa z Turynu. Nowego, a w zasadzie starego - ducha Juve Lippiego.


Miałem zacząć od słów "Nie wiem, czy powinienem pisać ten tekst", ale zastanowiłem się... - nie, ja wiem. Mam tę pewność. Zaszczepił mi to trener Conte, intensywnie wpajając ją przez kilkanaście ligowych kolejek. Mi i piłkarzom, epatującym ją w każdym kolejnym meczu. Bo każdy kolejny mecz to ekscytująca przyjemność. Juve gra konsekwentnie, mądrze, ofensywnie, walecznie... Buffon przestał uśmiechać się do kamer i przytulać z przeciwnikami, zacisnął zęby i zaczął bronić. Obrona tworzy monolit, Chiellini i Barzagli odnaleźli swoją dawną formę (ten drugi ustabilizował ją na tyle, że po czterech latach wraca do kadry narodowej, która nota bene znów jest biało-czarna), Lichtsteiner może nie jest wirtuozem, ale gryzie trawę do utraty tchu, będąc gwarantem fundamentalnej solidności, której tak brakowało w minionych kilku sezonach. Pomoc to perfekcyjnie działający mechanizm. Vidal przypomina małego psa (pittbula - czy to jednak nadużycie?) merdającego ogonem na sam widok patyka, sprawiając wrażenie, że nic nie robi mu większej frajdy niż przecięcie wślizgiem akcji przeciwnika. Pirlo po zmianie barw nie zatracił elegancji i kreatywności, mimo wieku - namaszczony na turyńskiego mesjasza liderem - imponuje nie tylko wirtuozerskim rozegraniem, ale też pracowitością i odpowiedzialnością. Marchisio, najbardziej przereklamowany piłkarz ostatnich dwóch sezonów we Włoszech, ustawiony obok il metronomo, w najbardziej dla siebie korzystnym systemie 4-3-3, wreszcie gra na miarę oczekiwań, będąc bez wątpienia jednym z liderów zespołu. Atak to mieszanka. Dreptuś Pepe przeżywa być może najlepszy okres w karierze, nie tylko biegając i walcząc (także o pozycję w zespole - zaczynał od rezerwowego), co robił zawsze, ale też asystując i strzelając decydujące bramki. Vucinicia można nie lubić, bo z Romy, bo wolny, bo flegmatyczny, ale ze swoją techniką i umiejętnością utrzymania się przy piłce jest niezastąpiony w ataku pozycyjnym - asystami zamyka usta krytykom widzącym w jego miejsce fenomenalnie utalentowanego krajana - Joveticia (w tym mi). Wreszcie Matri - biegający, wystawiający się na pozycje, szukający gry, szarpiący się z obrońcami: nachalność jego entuzjazmu jest aż jest symboliczna.
Nie wierzyłem. Po dwóch siódmych miejscach z rzędu zatrudnienie trenerskiego zera, jakim był Conte (wygranie Serie B to żadne osiągnięcie dla kogoś, kto ma przywrócić blask jednej z największych piłkarskich marek na świecie, tym bardziej, że Antonio, w swojej krótkiej karierze trenerskiej, zdążył spuścić z ligi Atalantę) postrzegałem jako nurzanie się w bagnie bezradności. Juventino? Tak, ale to już przerabialiśmy... W Ferrarze przecież widziałem nowego Lippiego, wiązałem z nim olbrzymie nadzieje. Jako stoper bił wszystkich na głowę spokojem i ...doświadczeniem - jak on się pięknie starzał. Co prawda połowa jego serca zawsze biła dla Napoli, ale byłem w stanie to zrozumieć, dla mnie tyle lat w biało-czarnej koszulce czyniło go jedną z klubowych legend. Gdy, już jako trenerowi, drużyna wymknęła mu się spod kontroli i brakowało mu charyzmy by zebrać ją do kupy, z jednej strony byłem zły, bo wyniki były złe, z drugiej - było mi najzwyczajniej w świecie przykro, gdy widziałem jak trybuny szkalowały jego imię. Po nim był Del Neri. Choć byłem mu przeciwny, niezłym startem mnie do siebie przekonał. Warsztatowo był solidny, to jednak nie on robił wyniki, a przeciętna forma Aquilaniego (malejąca z każdym meczem sezonu) i szybkość Krasicia (i ...tylko szybkość), podlane charyzmą klasy starego Del Piero. Bo Del Neri nie miał jej za grosz, czego dowodem obecność takich miernot jak Motta w składzie.


Trener Conte. Jedyne co mógł wnieść kapitan ery Lippiego to charyzma właśnie - jedyna iskierka nadziei. Ale czy iskierka może podsycić ledwie tlący, dogasający płomień? Tak. Może. I piszę to w przeddzień decydującego dla walki o Ligę Mistrzów meczu z Napoli. Świadomy tego, że to dopiero początek.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330622620,trackback

komentarze (3) | dodaj komentarz

Trzy szybkie pytania

wtorek, 30 sierpnia 2011 13:37

 

Oczywistym jest, że Conte należy się kredyt zaufania. Wiele jednak bym dał, żeby dowiedzieć się:

 

a) dlaczego, skoro Vidal ma tworzyć duet środkowych pomocników wraz z Pirlo, wariant taki nie został ograny w sparingach? Czy trener nie dostrzega, że przy rzekomo wysoko grających skrzydłowych cała gra defensywna spoczywa na chilijsko-włoskim, zupełnie nie sprawdzonym duecie? Czy trener nie wie, że Pirlo rzadko podczas swojej kariery grywał w dwuosobowej formacji środka pola, a Vidal rzadko grywał ostatniego pomocnika? Czy trener nie wie, że od ich WSPÓŁPRACY zależy bardzo dużo?
b) dlaczego trener Juve faworyzuje De Ceglie, który obrońcą jest co najwyżej solidnym, a przy tym bardzo podatnym na kontuzje (co roku kilka miesięcy poświęca na leczenie), a na ławce sadza Zieglera, uważanego przed przejściem do Juve za jednego z najlepszych piłkarzy na swojej pozycji w lidze?
c) skąd pogląd jakoby ociężały i podatny na kontuzje Alex czy też zupełnie anonimowy w Europie Rhodolfo był lepszy od kapitana reprezentacji, zawsze solidnego i walecznego Lugano, a będący od dwóch lat pod formą Elia od Vargasa, który ma wyrobioną we Włoszech markę?

 

Te trzy kwestie dziwią mnie niezmiernie...



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,330288167,trackback

komentarze (2) | dodaj komentarz

piątek, 18 maja 2012

Licznik odwiedzin:  11 223 (wersja testowa)

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 06.12.2011 17:25:58
  • autor: PD
  • treść: :(...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Konkursy i nagrody

Ostatnio przyznana nagroda:

  • data: 01.05.2012 5:02:58
  • autor: cyOlzniUvFDDSOxVYO
  • punkty: 61
  • treść: kkyIiO <a href=&...

Lubię to